perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wakacje

Nie?

No dobrze, mijają. Ale jakieś niecodzienne i nieconocne. Brutalnie Wam napiszę:
Świat! Życie! Jakieś wstawanie, jakieś śpiewanie i granie, sprzątanie jakieś i rozmowy jakoweś. Niezadowolenie słuszne, zadowolnienie niesłuszne (z siebie) i coś jak tęsknota i jakby ciągota. Do kogo? Do czego? Już nie wiadomo…
A tu: Ewangelia:
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili
Jeśli jestem chrześcijanką, jeśli chcę wierzyć, jeśli wierzę, jeśli chcę kochać… czy… mam to wziąć do siebie?
Co powinnam zrobić? Jak wyrwać się, oderwać od niekonieczności? Jak skupić się na tem, co darem miłości?

Zasiadłam do bloga zupełnie bez chęci pisania, co zdarza mi się rzadko, bo zwykle gdy piszę, mam ochotę pisać i dlatego właśnie piszę.

Nie mam także kompletnie pomysłu, jak opowiedzieć o dzisiejszym wydarzeniu w sposób swojski i niebanalny. Więc najprościej:
Byłam z Piratem w warszawskim zoo. Najpierw zwiedzaliśmy wnętrza budynków, bo przyjechaliśmy tak późno, że niedługo miały być zamykane. Zobaczyliśmy wtedy włochate tarantule i ptaszniki, szczerzącego zęby rekina (Bynajmniej nie w uśmiechu. A może…), żółwia, który wpadł do wody i polatujące w złowieszczych ciszy i mroku nietoperze.
Potem oglądaliśmy zwierzęta zażywające niewoli na zewnątrz: lwa o wzruszającej królewskości, małego geparda, który na nasze nawoływania lekceważąco położył się tyłem, małpkę, która wyglądała jak filozof i wszelkiego rodzaju ptactwo wodne i lądowe (i te inne też).
Żubry, żaby, jaki, kozy, kury, króliki, agamy, skorpiony, ryby, konie, foki, hipopotamy, osły, flamingi, tukany, lemury, pustułki, zapach stajni, zapach kwiatów… to wszystko wkrótce przestało dziwić.
W samotności i ciszy swojego pokoju, wśród znanych barw i kształtów, wśród znanego bałaganu, nie czuję się tak, jakbym zobaczyła faunę całej Ziemii. Jestem tą samą dziewczyną, której życie kryje się gdzieś po jaskiniach.
Może część barwnych stworzeń zamieszkała w mojej wyobraźni i pamięci. Nie wszystkie, bo jest za mało miejsca. Na pewno na dłużej przygarnę małpkę niespiesznie głaszczącą swoją małą towarzyszkę i kozła, który chyba chciał być głaskany.
Pirat to nie zło
Bo Pirat w zoo
Karmi zwierzęta:
Gąski, koźlęta,
Owce i małpy,
Strusie, gepardy,
A nawet hieny
Piszące treny.

Wakacje… ile słodyczy w tym słowie. Jak w zeszłym roku, chodzę na swoje ulubione samotne wyprawy w miejsca zielone i ciche. Dzisiaj wybrałam się na taką po krótkim spotkaniu z Karoliną, na której robiłyśmy sobie zdjęcia.

W niesamowicie długiej drodze powrotnej do domu, nagrywałam film o tej drodze. Wyobrażałam sobie, że szukam jakiegoś cudownego miejsca. Znalazłam je.
Jednak wcześniej zatrzymałam się nad parą kaczorów (w zeszłym roku po spotkaniu z Karoliną, na którym robiłyśmy zdjęcia, biegałam z aparatem po całym osiedlu za kaczką z małymi, zatem pora na odmianę). Przez jakiś czas kręciłam o nich film, aż jeden z nich zniecierpliwił się, wykonał kilka szybkich ruchów ogonem i z pluskiem odleciał.
Potem, oczarowana urokiem ciemniejącego świata, weszłam na małą ścieżkę między młodymi brzózkami a ogrodzeniem kościoła. Nagrałam kilka krótkich filmów i wtedy je zobaczyłam – miejsce. Było juz prawie zupełnie ciemno. Za ogrodzeniem, na trawie, paliła się mała lampka. Wokół rosły fioletowe kwiaty. Tworzyło to krainę zaciszną i pełną uroku – nie z tego świata. Nagrałam to.
W zaroślach usłyszałam szelest. Czy to kot? „Kicii, kiiiiici…”. Nie, to jeż! Wysunąl pyszczek i po chwili odnalazł moje utkwione w nim spojrzenie. Nie robiłam zdjęcia, żeby nie oślepić go lampą błyskową (zresztą nie lubię zdjęć z lampą błyskową). Po chwili odszedł dalej, ale wciąż go widziałam i jednak zrobiłam parę zdjęć.
Gdy jestem sama, w atmosferze własnych dumań i w pięknym otoczeniu, przenoszę się czasami jakby w krainę mojej wyobraźni, która staje się realnym światem. W tym świecie zwierzęta i rośliny rozumieją moje słowa, a woda odbija niebo znające moje uczucia. Ludzie są niepotrzebni.
Jeśli kiedyś ktoś wybierze się ze mną na taką wyprawę – koniecznie pogodnym letnim wieczorem – niech słucha moich rozmarzonych słów i nie komentuje. Jeśli tylko chce znaleźć się w tym samym miejscu.

Chemia – straszna – żegnaj, WUM-ie. Żegnaj… medycyno w sumie.

Może w przyszłym roku.
A na razie coś z roślinami i zwierzętami.
A teraz mam wakacje – podobno najdłuższe w życiu. Chcę robić to, co najbardziej chyba mnie pociąga i nie jest grą w Simsy – pisać i czyztać. Bardzo bym też chciała zmienić relacje z Bogiem na lepsze. I usłyszeć swoje powołanie, którego chyba dotąd nie poznałam.
Czuję się naprawdę wolna – mogę całe dnie poświęcać na to, na co mam ochotę. A z drugiej strony – jeśli pisać – to dobrze, co jest trochę niepokojące.
Muszę poza tym zdecydować się – i to teraz – na jakie kierunki studiów złożyć papiery.
I nie czuję się dorosła – o nie.

  • RSS