perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: teatr

:)
Dziś uczestniczyłam w zajęciach teatralnych. Ludzie są sobie coraz bliżsi, w końcu to już czwarte spotkanie.
Żeby nie zaplątać się w niepotrzebne wstępy – zachowywałam się beznadziejnie. Były improwizacje i kompletnie paskudnie mi poszło. Miałam grać wyluzowanego dresa dilera. Byłam ponura, przygarbiona, nieuprzejma, knująca, momentami wesoła z powodu jakiejś zarobkowej sprawy – no wczułam się w rolę. I jeszcze jakby naćpana.
Tyle że to nie było specjalnie!
No i ogólnie coraz bardziej zakładałam kostium i maskę osoby kompletnie nieogarniętej. No dobrze – zdejmowałam kostium i maskę osoby ogarniętej. Albo coś całkiem innego, bo raz jest tak, raz owak, ale teraz robi się beznadziejnie. Nie potrafiłam poprowadzić większości rozmów, a przyczepiałam się do rozmów innych. Siadałam jakoś z boku, mówiłam nie to, co powinnam, no – koszmar z ulicy Wiązów.
Przedtem w autobusie dostałam mandat za przeterminowanną kartę miejską. Jakaś uprzejma pani poradziła, aby poprosić na stronie ztm o ulgę. Podziękowałam, z nerwowym śmiechem. Nerwowym śmiechem, jeju. A jeszcze przedtem, w domu, straciłam mnóstwo czasu na naukę na jakieś bezwartościowe zajęcia i nie zrobiłam szpinaku dla Ani, i byłam zła, że ma pretensje. I odpisałam dziwną rzecz na maila od miłego znajomego. I rozmawiałam przez telefon nie tak, jak chciałam. Koszmar z ulicy Wiązów, robaki, robaki, A!
Majaczyły wspomnienia okropnych dni w szkole, okropnych dni w domu, okropnych dni na ulicy, w znaczeniu, między miejscem a miejscem, nie miejscem pobytu…
Wracałam z zajęć, tupiąc, tupiąc z całych sił.
:)
Szłam zakapturzona, zaczapkowana, beznadziejna, beznadziejna. Nagle jakiś chłopak mijając mnie cicho powiedział: „cześć”. Nie zdążyłam odpowiedzieć. Zobaczyłam go już małego, daleko. Nie mógł mnie chyba poznać, nie poznałam jego głosu.
I nagle, no ludzie, zwierzęta, trawy… nagle cały czas zmieniał się mój światopogląd!
Miłość to powołanie każdego z nas, jak wyczytałam dziś-wczoraj w nocy. Tak. Tak. A rozpacz-gniew-zawodzenie to jej przeciwieństwa. To ode mnie zależy, czy im się poddam, czy będę wierzyć i walczyć, ale nie walczyć sama. O nie. Właśnie to jest trudne, właśnie nie jest łatwo. Właśnie…
Ale są doświadczenia. Tylko że za każdym razem przekonuję się, że mogłam zrobić inaczej, lepiej, sekundę po wydarzeniu. Uczę się bardzo opornie. Czasami się udaje.
I o to chodzi!
Bóg jest Celem, Źródłem. Bóg – Miłość. Mogę mimo wszystkich moich błędów uśmiechać się.
Uśmiechać się. O.
I idę do psychologa. I raczej mimo wszystko zrezygnuję z tego teatru. To nie będzie ucieczka. To będzie zostawienie ich w pokoju.
A na rekolekcjach w milczeniu Szkoły Kontaktu z Bogiem mój kierownik duchowy powiedział, że mogłabym poszukać stałego spowiednika. I tak zrobię. Jutro, jutro. Musi się udać.
Pakuję bochen chleba, flaszkę wody i harmonijkę ustną. Zawijam w kocyk, wieszam na kijku i ruszam w świat. Nieee, jadę autobusem na Świętojańską – tam są oni. Jezuici


Nie jestem jego wielbicielką. Tylko że no… śmieszny ;)

Zachciało mi się zdawać na Akademię Teatralną – bo to humanistyczne, bo to takie sztuka i w ogóle. Bo lubię grać, bo… lubię teatr. Ostatnie dwanaście dni wyglądało mniej więcej tak:

I – biegam ze łzami szczęścia w oczach po mieście, załatwiając wszystko – aż do składania „papierów” w dziekanacie (tuż po terminie.)
II – spotykam się ze znajomą nauczycielką teatralną, aby spytać o rady. Spotykam się też z koleżanką, dzięki której to wszystko się zaczęło. Dość chaotycznie szukamy utworów i krzyczymy „kocham moją mamę” na moście. Poważnie zastanawiam się, czy nie mówić „Idzie Grześ przez wieś”.
III – znajduję wreszcie dobry kawałek poematu – początek szóstej pieśni „Boskiej komedii” Dantego. Uczę się go na pamięć. Idę do biblioteki po książki. Szukam ich w biblioteczce domowej. Wszystko znoszę do pokoju.
IV – cały mój pokój jest zasypany książkami. Leżą pootwierane, na stosach, na kupkach… szukam. Jadę do czytelni publicznej i tam znajduję prozę, którą od paru lat mam w sercu – fragment „Dziwnych losów Jane Eyre”. Istotka uczy mnie śpiewać piosenkę.
V - Uczę się „Jane” na pamięć – jak dla mnie długa… ale udaje się, ostatecznie wkuwam to po czuwaniu w kościele u Dominikanów.
VI – znowu spotkanie z nauczycielką teatru, tym razem efektywniejsze, bo mam „Boską komedię” i „Jane”. Pokój wciąż zasypany książkami. Czytam je na głos.
VII – znajduję w bibliotece brakujące prozę, wiersz i monolog. Jak ich się nauczyć przez kilka dni? Istotka znowu uczy mnie śpiewać.
VIII – no jak? I jeszcze nie mogę wybrać fragmentu prozy z „Nie ponaglaj rzeki” Martina. Waham się prawie do końca.
IX – uczę sie tego wszystkiego, zwłaszcza monologu Anusi ze „Szkoły żon” Moliera. Znajduję wreszcie fragment prozy z „Nie ponaglaj rzeki”
X – spotykam się znowu z panią od teatru. Tym razem pracujemy głównie nad Anusią. Pani Ela pokazuje mi średniówkę.
XI – douczam się, chodzę po parku z Istotką, ostatni raz występuję przed mamą.
XII – dzień egzaminu. Dzisiaj. Mama i Istotka są przy mnie. Wchodzę przed komisję, ale nie widzę ich dobrze, bo oślepiają mnie światła. Mówię, że nie mogłam się zdecydować na pierwszy fragment. Proszą o monolog ze „Szkoły żon”. Potem proszą o podejście bliżej (na podłodze miejsce zaznaczone białym krzyżykiem) i wybierają „Nie ponaglaj rzeki”. Później wiersz współczewsny – „Dziewczynka z zapałkami” (większość przerywają w trakcie i to w złych momentach!) i wreszcie „Boska komedia”. Zignorowali „Jane”. Czekamy na wyniki w szkole muzycznej – królestwie Istotki. Idziemy je sprawdzić, tam spotykamy koleżankę z koleżanką, która studiuje na Akademii Policyjnej. Dostajemy z powrtoem teczki, nie przyjęli nas.
Z jednej strony spada ciężar kolejnych etapów, z drugiej…
no właśnie.

  • RSS