perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: psycholog

Przypadków nie ma, przynajmniej jeśli się na to odpowiednio patrzy i chce się widzieć przeróżne związki przyczynowo-skutkowe!
W tym miejscu następuje przyjazny przełom w życiu autorki bloga. Jak zaznaczyłam już w kwietniu, na początku pisania tutaj, wybrałam medycynę, ponieważ nie mogłam wybrać polonistyki, a przynajmniej nie potrafiłam tego zrobić. Pewnego rodzaju horror trwał dość długo, przy czym jestem świadoma jego skali…
Walczyłam z mamą, a właściwie pewnie ze sobą.
Ostatnio byłam u pani psycholog. Zauważyła, jaki jest mój stosunek do medycyny i jaki do polskiego. Poradziła mi wybranie tego bardziej pociągającego kierunku. Od razu dałam się przekonać, a późniejsze wahanie, które tylu ludziom już zaszkodziło było mniejsze niż za poprzednimi razami.
Z pomocą zaczęłam robić starania żeby odnaleźć się w tym nowym świecie.
Tak się złożyło (pierwszy przypadek), że przedwczoraj mama dowiedziała się ode mnie o mojej decyzji. Była… niezadowolona. Nic dziwnego. Obudziłam się potem około piątej i czułam, jak cała armia (na pewno nie jeden, pojedynczy) zadręczeń uderzała, od dolnych części klatki piersiowej, do serca. I tak szturmowała je, nigdy nie mogąc do końca pokonać.
Dzisiaj spodziewałam się kolejnych walk. Gdy mama wracała z pracy, myłam (cud…) naczynia, słuchając i podśpiewując poezję śpiewaną. I było to tak:

Kiedy się szumem, tłumem, gwarem
Ludzkie skupiska ustokrotnią
Najdroższym na świecie towarem
Będzie samotność

Dźwięk domofonu.

Tęsknotą ciszy uciekamy
W bezludność wyspy, słońce południa
Lecz kiedy na niej zamieszkamy
Wyspa przestanie być bezludna

Otwieranie drzwi do mieszkania.

Przybędzie z nami trud i strach

„Znowu dorzucają mi roboty…”

Niewola dat, historii schemat

„Ania pomyliła daty do ortodontki…”

Jak pięknie wiatr układa piach
Tam gdzie nas nie ma

Walki nie było.
I znów byłam u pani psycholog. Ta wizyta jeszcze bardziej mnie upewniła w wyborze studiów. Wróciłam, znów dyskusja, ale spokojna. Ze znudzoną i zdeterminowaną miną przeglądałam pocztę. I nagle zobaczyłam „zaproszenie na warsztaty literackie”. Nie panując nad sobą wybiegłam z pokoju i oznajmiłam to mamie, to podobno bardzo prestiżowe warsztaty, otwierają wiele drzwi.
„Może to znak…” – powiedziała.

Aua…

Brak komentarzy

No i oczywiście nici ze wszystkiego. Rozpacz, rozpacz, porażka, dno.
I dobrze.
Daję mamie propozycję, ona ją odrzuca, wszyscy są zadowoleni. Nie. Nie wszyscy. Nikt. Ona jest wściekła, ja się wściekam. Żal.pl i rozpacz.com.
Haha :D
I teraz boję się, że wpędziłam mamę w jakieś wyrzuty sumienia. Ja to chyba robię specjalnie, żeby się ochronić. Nie jestem do końca uczciwa ze sobą i… ale blog to nie konfesjonał. Albo gabinet psychologiczny. Bardziej nie to drugie. W sensie – w konfesjonale jest pojednanie, w gabinecie roztrząsanie problemów wewnętrzno-zewnętrznych. Więc konfesjonał to w ogóle inna baśń.
Tak czy inaczej. Właśnie – kolejna refleksja, która ostatnio i od dawna mieszka blisko mnie – uczciwość! Zawsze uczciwość. Żeby nie motać i nie plątać. A jakie to trudne…
Zatem: żeby tak móc ten węzeł przeciąć jedneym cięciem.
Wszystkie węzły.
Czasami wydaje się, że odpowiedź jest prosta. Uśmiechnąć się, pogodzić – tyle tematu. I uczciwość, uczciwość. A z mojej twarzy nie spływa ponuryzm. Czasami jest bardziej pogięta (odpowiedź). Obcy ludzie. Wejście w nowe środowisko.
Tak, stanowczo to mój problem numer jeden.
[Mama idzie przez mieszkanie do pokoju. Gasi światło. Ciemność. Lęk. Ach, żeby anioł...]


  • RSS