perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: pan-jezus

Nie?

No dobrze, mijają. Ale jakieś niecodzienne i nieconocne. Brutalnie Wam napiszę:
Świat! Życie! Jakieś wstawanie, jakieś śpiewanie i granie, sprzątanie jakieś i rozmowy jakoweś. Niezadowolenie słuszne, zadowolnienie niesłuszne (z siebie) i coś jak tęsknota i jakby ciągota. Do kogo? Do czego? Już nie wiadomo…
A tu: Ewangelia:
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili
Jeśli jestem chrześcijanką, jeśli chcę wierzyć, jeśli wierzę, jeśli chcę kochać… czy… mam to wziąć do siebie?
Co powinnam zrobić? Jak wyrwać się, oderwać od niekonieczności? Jak skupić się na tem, co darem miłości?

W opisie debaty padło pytanie „Czy jesteśmy stworzeni do zmartwychwstania”? Z jednej strony można do tego podejść, jak do pytania retorycznego. Wierzę, że właśnie „do tego” zostaliśmy stworzeni. Do bycia szczęśliwymi razem z Bogiem, po życiu na Ziemi (a nawet w trakcie).

Szkoda, że czasami wszystko tak bardzo się komplikuje. Pojawiają się dylematy i rozterki, przychodzą trudne sytuacje. Czasami wyjściem z nich okazuje się paradoksalnie zamknięcie w sobie, albo reakcja, której się żałuje. A w efekcie pojawiają się: wstyd przeszłości, lęk przed przyszłością i paraliż w teraźniejszości. 
Myślę, że wtedy ratunkiem może być tylko wiara w miłość Boga. Że mimo wszystko jest nadzieja na nowe życie. Doświadczyłam czegoś takiego po długim okresie nocy pełnych rozpaczy. Miałam dosyć życia wśród ludzi, których nie potrafiłam kochać, życia, w którym nie mogę się odnaleźć. Nie miałam pojęcia, co ja tu robię. Oglądałam z przyjemnością wszelkie horrory, w dzień patrzyłam spokojnie w oczy strachu, aby w nocy bać się śmierci i życia bez sensu!
Jednak przez cały czas były ze mną pewne Osoby, szczególnie Istotka. A latem pojechałam na rekolekcje oazowe. Tam nasłuchałam się takich cudownych rzeczy, że już nigdy nie poddałam się do tego stopnia rozpaczy. Zresztą rozpacz to grzech, to coś nielogicznego – to odwrócenie się od Boga, który chce naszego zmartwychwstania w przekonaniu, że jest ono niemożliwe!
Czego się nasłuchałam? Przede wszystkim tego, że, w co trudno było mi uwierzyć, wcale nie jestem skazana na takie życie. Że Bóg wcale tego nie chce. I jeszcze wielu inych rzeczy, których teraz nie przytoczę, bo nie pamiętam. A przecież wiem, że do teraz podtrzymują mnie w nadziei. Przyjmowałm je opornie i byłam okropnie w tym zagubiona, ale wróciłam szczęśliwa i pełna życia. Ach – pamiętam jeszcze, że dowiedziałam się, aby żyć teraźniejszością. Żeby nie wypominać sobie bez końca grzechów, które zostały już przebaczone przez Boga. A mogły być odpuszczone dzięki ofierze Pana Jezusa. I że te wszystkie problemy są Mu dobrze znane, a dla Niego nie ma nic niemożliwego… Że najlepsze, co mogę zrobić, to zaufać Mu, że On wie najlepiej, jak dojść do… Zmartwychwstania.
Zmartwychwstanie

„Nalegam na zjednoczenie. Dlaczego mielibyście pozostawać sami, skoro
w każdej chwili możecie być we Mnie. Być we Mnie to tak jak być
w niebie, bez wizji i rozkoszy. Ćwicz się więc w jednoczeniu się ze Mną,
w okazywaniu Mi uwielbienia i czułości.

Czegóż nie uczyniłabyś, gdybyś mnie naprawdę widziała? Rzuciłabyś się
do mych stóp, przycisnęłabyś Mnie do serca. Dziękowałabyś Mi za moje
cierpienia i za moje dobrodziejstwa. Prosiłabyś Mnie o przebaczenie ci
pewnych win dobrowolnych i mówiłabyś Mi słowa miłości.

Czyń tak, jakbym był dla ciebie widzialnym. O, jakie to dobre
ćwiczenie w wierze! Daje ono nadzieję i miłość. A jeżeli jesteś pewna
mojej Obecności jak mogłabyś nie pragnąć zjednoczenia z Tym, który cię
kocha najwięcej? Tym, który jest pełen uroku… Tym, który nazywa się
Miłością? Czy kiedykolwiek znałaś kogoś, kto by się tak nazywał? Kogoś,
kto posiadałby Nieskończoność? Czy możesz sobie wyobrazić Siłę nie
mającą ograniczeń? Jakie sprzeciwy mogłabyś wysunąć przeciw oddaniu się
tej Sile, skoro Ona jest Miłością i Dobrocią?

Na co czekasz, aby wznieść się ponad swoją przeciętność? Proś Mnie
o pomoc i ratunek. ‘Choćby mnie zabił, ufać Mu będę’. O, jakże Mnie
poruszają te piękne słowa Hioba,… czy można oprzeć się całkowitej
ufności dziecka? Bądź takim małym dzieckiem. Wzruszaj Mnie pragnąc
pełnej świętości. Pragnij tego, co ci się wydaje niemożliwe. Wtedy Ja
zaczynam interweniować. Czy nie mogę cię wziąć na moje ramiona? Ja,
Olbrzym? Nie opuszczaj Mnie… Nie opuszczaj Mnie nigdy. Nawet
spoczywając śpij na moim sercu.

Gdybyś mogła pojąć znaczenie, jakie przywiązuję do zjednoczenia…
Rozumiesz, kiedy sami z siebie, bez żadnej presji przychodzicie do Mnie,
to takie wasze przylgnięcie do Mnie przynosi Mi zaszczyt i chwałę. To
trochę tak jak zaproszenie do małżeństwa. Przypominasz sobie? Byłaś
dumna i wzruszona. Ja też czuję to samo i nawet więcej, bo jestem
najwrażliwszy, najbardziej kochający”

Pan Jezus


  • RSS