perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: literatura

Miałam dzisiaj wspaniałą okazję posłuchać pewnego kompozytora. Jego nazwisko nic mi nie mówi, więc nie będę go nawet podawać, niedawno je poznałam. W ogóle to zostałam do sluchania zmuszona. W ogóle zaczęło się dyskusją na temat konkursu kompozytorskiego dla polskiej młodzieży, jego organizacji, zaangażowania uczestników… ale ów kompozytor zdominował forum.
Zaczął oczywiście ładnie, na temat, przedstawiając słuchaczom wdzięczną anegdotkę o trudnościach z prezentacją muzyki współczesnej. Potem zgrabnie, nie szczędząc gestów, przeszedł do opisu swojego spotkania z największym współczesnym fizykiem (w jakiejś górskiej dziurze), by wreszcie stwierdzić, że matematyk to też artysta. Mniej więcej na tym etapie zaczęło się robić ciekawie. Zahaczając jeszcze o znanego filozofa, przedstawił nam swój stosunek do twórczości.
Mówił, że w młodości trzeba przede wszystkim „dużo pisać”. Miał na myśli kompozycje, ale łatwo to przenieść na literaturę. Że należy „się wypisać”, choćby po to, żeby mieć co pokazać. Później pięknie mówił o poplątaniu myśli. Rodzą one poplątane życie. Należy mieć prosty, SZLACHETNY umysł, nie kręcić, iść prostą drogą do celu. Właśnie ta SZLACHETNOŚĆ jest ważna i pomaga artyście nie zboczyć z drogi. Bardzo mi się to podobało. I jeszcze mówił, cytując zresztą, że ciemność jest cierpieniem umysłu. Ciemność – brak wiedzy, zainteresowań. Więc wiedza z kolei – wnioskował – musi być radością umysłu. I nikt, kto tak nie uważa tego nie zrozumie.
Wprawdzie to wszystko dla mnie trochę śliskie, dyskusyjne, ale szlachetność i prostota przemowiły do mnie.
Podobnie jak stwierdzenie, że człowiek powinien mieć pasję, ale trzeba wiedzieć, że to nie tylko zadowolenie, że na drodze pasji będą kłody. I że, tak – trzeba to… pokochać.

Słuchając, trochę znudzona momentami, których nie rozumiem, trochę ożywiona spojrzeniem ogólnym, poczułam wreszcie wartość siwych włosów. Może mówił z takim przekonaniem, bo jest, a jest, dobrym aktorem? Nie wiem, ale przekonał mnie.

Epoki

1 komentarz

Epoki literackie w wielkim skrócie:
Pozytywizm – patrząc realistycznie, mamy wielkie szanse na rozwój, rodacy! Tylko nie pomijajmy nikogo.

Przypadków nie ma, przynajmniej jeśli się na to odpowiednio patrzy i chce się widzieć przeróżne związki przyczynowo-skutkowe!
W tym miejscu następuje przyjazny przełom w życiu autorki bloga. Jak zaznaczyłam już w kwietniu, na początku pisania tutaj, wybrałam medycynę, ponieważ nie mogłam wybrać polonistyki, a przynajmniej nie potrafiłam tego zrobić. Pewnego rodzaju horror trwał dość długo, przy czym jestem świadoma jego skali…
Walczyłam z mamą, a właściwie pewnie ze sobą.
Ostatnio byłam u pani psycholog. Zauważyła, jaki jest mój stosunek do medycyny i jaki do polskiego. Poradziła mi wybranie tego bardziej pociągającego kierunku. Od razu dałam się przekonać, a późniejsze wahanie, które tylu ludziom już zaszkodziło było mniejsze niż za poprzednimi razami.
Z pomocą zaczęłam robić starania żeby odnaleźć się w tym nowym świecie.
Tak się złożyło (pierwszy przypadek), że przedwczoraj mama dowiedziała się ode mnie o mojej decyzji. Była… niezadowolona. Nic dziwnego. Obudziłam się potem około piątej i czułam, jak cała armia (na pewno nie jeden, pojedynczy) zadręczeń uderzała, od dolnych części klatki piersiowej, do serca. I tak szturmowała je, nigdy nie mogąc do końca pokonać.
Dzisiaj spodziewałam się kolejnych walk. Gdy mama wracała z pracy, myłam (cud…) naczynia, słuchając i podśpiewując poezję śpiewaną. I było to tak:

Kiedy się szumem, tłumem, gwarem
Ludzkie skupiska ustokrotnią
Najdroższym na świecie towarem
Będzie samotność

Dźwięk domofonu.

Tęsknotą ciszy uciekamy
W bezludność wyspy, słońce południa
Lecz kiedy na niej zamieszkamy
Wyspa przestanie być bezludna

Otwieranie drzwi do mieszkania.

Przybędzie z nami trud i strach

„Znowu dorzucają mi roboty…”

Niewola dat, historii schemat

„Ania pomyliła daty do ortodontki…”

Jak pięknie wiatr układa piach
Tam gdzie nas nie ma

Walki nie było.
I znów byłam u pani psycholog. Ta wizyta jeszcze bardziej mnie upewniła w wyborze studiów. Wróciłam, znów dyskusja, ale spokojna. Ze znudzoną i zdeterminowaną miną przeglądałam pocztę. I nagle zobaczyłam „zaproszenie na warsztaty literackie”. Nie panując nad sobą wybiegłam z pokoju i oznajmiłam to mamie, to podobno bardzo prestiżowe warsztaty, otwierają wiele drzwi.
„Może to znak…” – powiedziała.

Przez całe moje krótko-długie życie byłam być może jedyną zwolenniczką głupiego poglądu, że jeśli będę wiedzieć mniej o polityce i literaturze, o czymkolwiek, a więcej będę myśleć i ewentualnie czytać książki bez głębszych opracowań, że jeśli nie będę czerpać z wielu źródeł, to moje zdanie na różne tematy będzie cudownie czyste. Bzdura. Nie ma większej. Myślałam, że w ten sposób uniknę obcych wpływów, a w ten sposób narażam się na działanie konkretnych wpływów (tych, które są najgłośniejsze).
Wniosek: czas zacząć się interesować tym, co mnie interesuje. Informacji jest o wiele za dużo, ale może kiedyś uda mi się to jakoś… ogarnąć.
A tymczasem piję herbatę jabłkowo-cynamonową z miodem i polecam ten napój :)

Taki tytuł nosi książka Jana Parandowskiego, której treści obecnie asymiluję i którą gorąco polecam wszystkim chcącym pisać. Autor przechodzi kolejno przez wiele, jeśli nie wszystkie aspekty twórczości literackiej i przedstawia je z punktów widzenia różnych pisarzy i różnych… epok. Na początku książki za przykłady brał dzieła, o których nigdy nie słyszałam, a mimo to było dla mnie jasne, co ma na myśli (chociaż czułam się pewniej gdy pisał o wielkiej Improwizacji Mickiewicza, po której nasz wieszcz osłabł z… emocji?).

Język jest piękny, metafory oryginalne.
Przekaz przejrzysty, myśli odkrywcze (kto by pomyślał, jak bardzo pomagać lub przeszkadzać mogą pisarzowi żona, choroba, bieda, więzienie, gwar miasta i narzędzia pracy!)
Jedyne, co mnie razi, to nieugiętość niektórych osądów autora, jakim potem zaprzecza. Ale to jest chyba właśnie technika różnych punktów widzenia…

  • RSS