perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: film

Ba!

1 komentarz

Jestem dziewiętnastolatką. Nie wiem, czy to już dużo, bo czas od dawna płynie podobnie. Obejrzałam dzisiaj „Amelię”. Dręczy mnie poczucie niemożności zrozumienia ludzi, którzy siedzą obok mnie w autobusie i zerkają, albo rówieśników, którzy, kiedy nie dosłyszą, po prostu nie zwracają uwagi. Oni pewnie też nie rozumieją i dlatego zerkają i udają, że nie słyszą.
Obejrzałam dzisiaj „Amelię”… Śledzę z równym zainteresowaniem swoje emocje i scenki, które rozgrywają się w autobusach i miejscach z rówieśnikami. Próba sektaklu, który nigdy się nie odbędzie… Amelia robiła tak, jakby była pewna, że wszystko zamyka się między tobą a mną. Że jedynym złem jest twoja krzywda (na przykład poczucie odarcia z godności małą literą w słowie „tobie”, ale to jesteś „ty” abstrakcyjny).
A co tam może się zamknąć, między tobą a mną? Dziewiędździesiąt dziewięć spraw. Twój egzamin, moja ochota na bułkę, twoje smutne kanarki i mój bałagan w pokoju, twoi rodzice i dziadkowie i moje wspomnienie czarnych oczu (ach, te!), twój wczesny obiad i moje letnie huśtawki, twój ból głowy i mój ból stopy, twój pogrzeb w rodzinie i moje zwiędłe tulipany, twoja nadzieja na lepsze i moja prawie-że-rozpacz, twoja zepsuta drukarka i mój zepsuty skaner, twoja potrzeba pocieszenia i moja potrzeba pocieszenia, twoje chore koty i moja załamana siostra, twoja filiżanka z koniczyną i moje pieniądze na jasne sekundy, twój wujek i mój syn ze snu, twoje spojrzenie i moje powieki, twoje powieki i moje powieki, twoje spojrzenie i moje spojrzenie, twoje łzy i moje westchnięcie, twoja golarka i moja zielona gąbka, twój śmieszny śmiech i mój pajacyk, ten na huśtawce, twój zasuszony liść klonu i mój bezcelowy spacer, twój koncert i mój film o czarnowłosej dziewczynie, twoje zmęczenie i mój uśmiech do nikogo, pewnie do siebie, twoje nieskończone opowiadanie o dziewczynce, która nie rozumiała ludzi w autobusach ani rówieśników i moje myśli, które błądzą po manowcach, twoje pomysły, rodzące się już bezpłodne i mój szybki dzień, podobny do powieści idioty, twoje zaangażowanie w budowę domu mrówek i moje odrętwienie pod wieczór, twoje biegi długodystansowe i moje pływanie w długach wdzięczności, twoja zabawna niespodzianka i moja niespodziewana porażka, twój lęk przed klęską i moja radość z wygranej jeszcze godziny, twój krzyżyk na kratce i moje kółko ratunkowe, twoja biała cerata z przedszkola i mój przed-szkolny stres, twój żart niewart uśmiechu i moje zawstydzenie, gdy obudziłam się goniąc gołębia, twoja posrebrzana lira i moje chimery i nosorożce, twoja galeria brzydkich obrazów i mój spektakl, z którego nie chciałam wyjść (a za drzwiami było jasno, tylko deszcz padał), twoje imieniny i mój wypadek rowerowy, twoje ulubione melodie katarynek, które nigdy nie istniały i moja pozytywnka, która nigdy nie działała, twoje poetyckie kicze i mój podskakujący nagle mięsień sercowy, kiedy oczy dostrzegły przychodzącego smsa, twoja zimna kawa, którą wylewasz do zlewu razem z fusami i moje króliki, twoje wszystkie zegary i mój głupi budzik, twoje zniechęcenie, nuda, gnuśność i mój wschód słońca, kiedy dopiero wschodzą ruch i hałas, twoja bezssenność i moja bezsercość, twoja krzywda i moja krzywa noga, twoje okulary przeciw Słońcu i moje obserwacje astronomiczne, twoja codzienność i moja pomocność, twoje śmieci i moje grzechy, twoja twarz odbita w starym lustrze jakiegoś nieprawdziwego pałacu i moje oko za dziurką od klucza, odbijające pogodnych przechodniów, twoje rozmarzenie i moje „może”, twoja silna wiara i moja pokruszona skałka z Bieszczad, twoje gry komputerowe i moje słowne bierki, twoi chrzestni i mój chrzan Wielkanocą, twoja czysta klawiatura i „mój kurz i już”, nasze niezrozumienie.
Obejrzałam dziś „Amelię”.

Terminator mnie ZAWSTYDZA. Żeby zrobić TAKI film, trzeba:

 Myśleć
||
||
/
Pracować
||
||
/
Myśleć
||
||
/
Pracować
||
||
/
Myśleć
||
||
/
Pracować

Ale w sumie czym tu się martwić? Przecież mi nie zależy na wystrzałowych efektach specjalnych i realistycznym bólu na twarzy, gdy nogę przebija kula… chodzi mi o to, żeby coś przekazać, a także podzielić się jakimś pięknem, jakimś humorem – tyle.
Też trzeba myśleć i pracować, ale chyba mniej. Po prostu mniej. I może trochę w inny sposób, trzeba w inny sposób kombinować, jest mniej możliwości na nagięcie przestrzeni, co może czynić pracę paradoksalnie prostszą.
Bo tak, chciałabym kręcić filmy… ale to w tak zwanym wolnym czasie. Takim jak niedziela. Dzisiaj jest dzień wolny od… wyrzutów sumienia jeśli chodzi o biologię chemię i fizykę. Stąd „Terminator”.
Chyba wpadam w coś jak depresja. Czuję się strasznie samotna i nieporadna. Nic nowego, ale… teraz dzieją się pewne nowe rzeczy w moim malutkim życiu. Coś próbuje ewoluować. Boję się efektów. Znów może będę próbowała zmienić to, co już postanowione. Moja wiara w sens i możliwość sukcesu jest tak mała jak ilość czasu, w jakim nie jestem bezmyślna i bezwolna. Bardzo mało.

Annie Hall

2 komentarzy

Film… o czym? W sumie to nie wiem, za mądry dla mnie, dostał nawet Oscara (x4). Dużo się w nim dzieje, wielu różnych ludzi… młody Woody Allen gada bez przerwy, szybko, ciągle tym samym tonem rzeczy nieodmiennie zabawne i inteligentne. Żarty są idealnie idealne, a film zrywa z realizmem w realistyczny sposób, kiedy główny bohater robi co chce z czasem, ludźmi… wyciąga sobie na przykład zza rogu jakiś autorytet i prosi go, żeby dogadał facetowi z kolejki do kina. Także monolog Woody Allena nadal sobie echuje w mojej głowie, podczas gdy obrazy i fabuła zostały w drugim pokoju.
O kilku żartach tylko domyślam się, że są zabawne, bo nie mam kontekstu w postaci… wiedzy (można tak powiedzieć?)
Bohaterowie są fantastycznie oryginalni, tzw. „nieszablonowi”. Uroda nie boi się być inna niż zwykle.
Kamera nie przeraża się na przykład szybą oświetloną Słońcem, co ukrywa twarze aktorów.
I to wszystko… z klasą.
Tylko nie umiem myśleć tak szybko jak mówił Woody Allen i gdyby nie siostra, zatrymywałabym film, żeby przypomnieć sobie, dlaczego jestem w szoku…
Zdążyłam tylko zauważyć, że główna bohaterka jest naturalna w swojej nienaturalności i jeszcze raz zdziwić się paradoksem komika – rozśmiesza pogrążony w czarnym pesymizmie. I intelektualisty – im więcej myśli, tym trudniej mu dojść do szczęścia…
POLECAM

Ale dlaczego? Przecież jej historia jest jakby wciąż zachmurzona,
przecież na prawdziwe Słońce trzeba czekać aż do ostatniej kartki.
Zgasł wielki ekran, ludzie zaczęli wychodzić z sali. Wtedy to przyszło.
Jakiś wewnętrzny niewidzialny krwotok, który kazał wyciągnąć chusteczkę i
nie ruszać się z miejsca. Mimo siostry, która powtarzała „nie róbcie
wiochy” (mama zareagowała podobnie), mimo czekającego na dole pana, mimo
że przecież już nic się nie działo, film się skończył…
Muzyka. Zdjęcia. Żadnych ukrytych refleksji, wszystko na tacy, obok
filiżanki z herbatą. Bohaterowie mówiący językiem elfów. Suknie, które
istnieją po to, by ładnie wyglądać. Mgła i łzy Jane, tak bardzo
nieudawane. I wciąż te obrazy, jakby bohaterowie sami ich szukali,
ciągle światło na kwiatach jabłoni i wazon za grubą firanką. Muzyka
przychodząca właśnie wtedy, gdy jest potrzebna, bardzo zauwżalna, bardzo
dyskretna, najpiękniejsza.
A jednak coś zostanie, na pewno, jak po książce. Przesłanie Jane Eyre
jest być może tak jasne, jak trudne słowo, które odnalazłam pod zakrętką
„Tarczyna” tuż przed początkiem filmu. Bo co innego pozwoliło jej
podjąć właśnie takie decyzje, które zaprowadziły ją przed oblicze
najważniejszego? Skończyłam właśnie jeść czekoladę, mogę się nim
podzielić: „asceza”.

Najromantyczniejszy, najbardziej romansowy romans. Żenada. A przecież… moja ulubiona!

Z namiętnie natrętnych myśli o pewnej osobie, z ciągłych pytań i zawsze inych odpowiedzi, z pragnień i zamętu, z postanowień i wahań, z pewnych decyzji, które w nasępnej sekundzie zamieniają się w swoją odwrotność, wyrwało mnie „Podwójne życie Weroniki” – film, który wprawdzie kojarzy mi się z tą osobą, ale jego niesamowity urok wessał mnie od niej, z realnego świata.
Gdy oglądałam ten film pierwszy raz, nic z niego nie zrozumiałam. Teraz przysunęłam twarz blisko ekranu i zatonęłam w obrazach, które najpierw musiały nawiedzić umysł Kieślowskiego.
Jest w nim przedstawiona historia dwóch młodych kobiet, dwóch Weronik, z których jedna mieszka w Polsce, a druga we Francji. Obie zajmują się muzyką, obie są tak wrażliwe, że niezrozumiane przez swoje otoczenie (niektórych ludzi inni nigdy nie zrozumieją, tak subtelne i nadprawdziwe są ich przeżycia), obie mają krótkie czarne włosy i są bardzo szczupłe… są identyczne. Żyją na świecie, jakby wciąż były gdzie indziej, ale obdarzają go miłością. Nagle przez moment są bardzo blisko. Wkrótce Weronika z Polski umiera, zasypują ziemią jej trumnę. Odchodzi śpiewając.
Druga Weronika czuje, że kogoś straciła, a zarazem wydaje jej się, że jest wciąż kierowana, że wie, co robić. Posłuszna tej sile, posłuszna dziwnym znakom, rezygnuje ze śpiewania, co może chroni ją przed śmiercią „na serce”. W jej życiu pojawia się przy tym silna i jakby ponadrealna miłość do artysty-lalkarza. Zgadza się na nią, oddaje się jej. Artysta-lalkarz jest też jakby częścią dziwnych znaków i osobą, która wyjaśnia WSZYSTKO w swoim opowiadaniu o „Podwójnym życiu… podwójnym życiu… tylko jeszcze nie wiem, jakie dać jej imię.”
Muzyka w tym filmie dotyka tajemnicy, ale nie okrywa jej, towarzyszy wszystkiemu, co najpiękniejsze i najważniejsze.
Oczywiście, ta interpretacja może być inna niż interpretacja Kieślowskiego…


  • RSS