Właśnie wróciłam z małej rowerowej wyprawy. Pojechałam na kamienny mostek bez barierek. Usiadłam i wrzucałam do wody małe kamyczki, patrząc, jak dzięki temu daleko, daleko rozchodzą się koliste fale. Miałam o czym myśleć.

Po pierwsze zastanawiałam się nad swoimi studiami. Ten blog pamięta czasy, gdy były one tylko odległym, pięknym marzeniem. Teraz kończę czwarty rok, nie bez problemów (!), i znów staję jakby na rozdrożu. Uwielbiam marzyć, ale teraz przytłaczają mnie strach i codzienność. Wyrwałam wczoraj i dziś dla siebie chwilę z przyrodą. To przywróciło trochę tej dawnej mnie, tej, która wierzyła, że są sprawy piękne, którymi warto się zajmować, którym warto poświęcać czas i uwagę. Sprawy niezwykłe, pociągające. Że tam są poszukiwania Celu i literatura. Że do różnych relacji można włożyć też i te piękne sprawy.

Ale czym właściwie była ta dawna ja? To osoba, która zawsze bardzo się oszczędzała. I to się nie zmieniło, niestety! Nie potrafię sobie wyobrazić codziennego ośmiogodzinnego wysiłku, nawet jeśli miałby to być wysiłek nad średniowiecznymi wierszami. Przerażają mnie różne pułapki, które czyhają nad każdą robotą polonistyczną (wielość źródeł, konieczność wyborów, trudności ze zrozumieniem), ale też moje zmęczenie, znużenie, ból głowy, niewyspanie, niewygoda. Dlatego, mimo że teraz mam w perspektywie ślęczenie nad duchowością ludzi średniowiecza, jeszcze nie poczułam ożywczej motywacji i radości i boję się, że przez to nie uda mi się doprowadzić zadowalająco sprawy do końca.

Minęła już większość egzaminów, dlatego moje myśli odrywają się trochę od studiów i przyszłej pracy (bo gdzie, za ile, jak znaleźć?). Poczułam, że potrzebuję czegoś nowego, ożywczego w relacjach i w życiu. Zamarzyły mi się wyprawy w miejsca, do których boję się teraz chodzić sama, a może bardziej rozmowy pełne pasji. Nigdy nie byłam bardzo towarzyska, ale mam wrażenie, że coraz bardziej zbliżam się do ludzi. Tylko teraz zapragnęłam w tym rozmów o ideach, świecie, książkach. Zapragnęłam też zrobić coś nowego, twórczego, coś odkryć, ale tym razem nie sama. No i może poczytać znów coś bardziej ambitnego, bo o dziwo dawno nie czytałam!

Tymczasem bezsenność zaprowadziła mnie w ciekawe rejony fejsbuka – na stronę ,,Warszawa: Poznajmy się”. Nie udzieliłam się tam w żaden sposób, ale z ciekawością czytałam ogłoszenia mężczyzn w moim wieku. Odkryłam, że praktycznie wszyscy wymieniają tylko kilka stałych aktywności z potencjalną dziewczyną: rower, spacer, kawa (piwo), kino. Błagam. Kto dziś chodzi do kina? Kto dziś chodzi do kina często? Kino jest drogie. Błagam. Czy rower to jedyna aktywność sportowa, jaka większości społeczeństwa przychodzi do głowy? Błagam. Czy serio tak właśnie wygląda dorosłe życie osób zapracowanych, czy dla nich wymagania ograniczają się do chwili wytchnienia na siodełku albo na wiślanych schodkach? I: błagam. Czy ja miałabym ciekawsze pomysły? I: błagam. Czemu nie próbuję nawet czegokolwiek ciekawego wymyślać i realizować? I wreszcie: błagam. Dlaczego jestem nadal bezludna i samotna?

Może w moim życiu nie ma miejsca na relacje. Są tylko strach i zranienia. Dlatego proszę Go: kochaj mnie bardzo mocno, żebym była nasycona miłością (nie mam lepszej metafory) i żebym mogła, syta i gotowa na pracę, iść do ludzi. Żebym nie bała się nowych rzeczy i własnego wysiłku w wymyślaniu ich. Żebym nie bała się nawet nudnego wysiłku, jeśli będzie konieczny. Żebym… nie, więcej nie napiszę, bo to już by było na wyrost. Żeby kochał mnie z całych sił i żebym potrafiła tę miłość przyjąć. Żeby wrzucił pierwszy kamyczek.