Czy głęboka przemiana jest możliwa? Czy jest powszechna? W kościołach kapłani mówią czasem: ,,Do świętości powołany jest każdy w nas. Po prostu w to uwierzcie.” I jak w to wierzyć, gdy wokół widzę dużo zagubienia, zardzewiałych schematów i buractwa? Gdy w sobie to widzę? Różne są wady. Te typowe, jak lenistwo czy egoizm (dobry egoizm to oksymoron będący ukłonem w stronę współczesnej psychologii) i te dorosłe, których uroczy katalog stworzył autor ,,Małego Księcia” (przy okazji – rzeczywiście pilot samolotu). I na pewno mądrze jest stać się człowiekiem: dojrzałym, z wartościami, których uczy życie, rozum i Bóg.

No ale jak? Są wydarzenia, które nie przemieniają nic wewnątrz człowieka, co świetnie ilustruje poniższy komiks:

http://czasemsmieszne.cba.pl/main.php?page=comic&comic_id=104
Myślę, że właśnie po podejściu do swojego statusu społecznego i materialnego widać, czy człowiek jest dojrzały i żyjący wartościami (roboczo tak to nazywam). Tak jak trudno zacząć żyć jak arystokrata z prawdziwego zdarzenia, o ile tacy kiedykolwiek istnieli, tak też trudno arystokracie pozbyć się swojego bogactwa i zrezygnować z wygód i zaszczytów. Nieco inną kwestią jest fakt zdobywania ,,czegoś”. Bo przecież nasze dzieci potrzebują nie tylko być mądre i dobre, ale też mieć za co kupić te wszystkie grube książki i gdzie położyć strudzone główki po całym dniu nauki i zabawy. Myślę, że i po tym pozna się człowieka. Lepiej jest żyć z kimś, kto będzie odpowiedzialnie zdobywał niezbędne dobra niż z takim, kto powie ,,daj” i położy się, żeby oddać się filozofii pełnego brzucha.

Ale odbiegłam od głównego tematu. Wydaje mi się przede wszystkim, że głębokie przemiany nie są powszechne. Może pomijając dojrzewanie, o którym tyle powstało powieści i filmów. To ten okres, kiedy człowiek ostatecznie kształtuje swój światopogląd i sama psychika potem wzbrania się przed ingerencją. O tym przynajmniej przekonywała mnie profesorka od psychologii czy pedagogiki.  Ale żeby dorosły człowiek coś w sobie przewartościował, trzeba chyba albo silnych doświadczeń, albo… właśnie, czego? I dlaczego w ogóle pytam?

Zanim odpowiem, chciałabym podzielić się fragmentem ciekawego artykułu. Wg autora ,,Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa.” Współczesność zatem sugeruje nam, że możemy się głęboko przemienić, możemy zrobić ze sobą wszystko, co tylko chcemy. Ale nie mówi nic ta współczesność o tym, jak żmudny jest to proces.

Bo właśnie – myślę, że taka przemiana mogłaby być możliwa, ale tylko jeśli okupiona ogromnie ciężką pracą. Wyrywaniem każdego baobabu z osobna. Ale nie jakiegoś tam baobabu lenistwa i już. Baobabu najgłębszych lęków i żali. A poduszka bezpieczeństwa? Chciałabym napisać – Bóg. Ale nie mogę. Nie umiem sama Go znaleźć i Mu uwierzyć. Chciałabym napisać – przyjaźń i miłość. Ale nie mogę. Nie przestałam wątpić w obie albo raczej w siebie w nich. Więc napisałabym – życie. Ale życie może mijać bez echa w żyjących. Dlatego napiszę – wszystko powyższe. A ja jeszcze chodzę na psychoterapię, bo moje lęki i żale przytłaczają mnie niemal nieustannie.

Tak, głęboka przemiana jest możliwa. Byle nie zamknąć się na żadne ze źródeł. Może i mądre książki mogą ją zacząć. Mądre piosenki, filmy. Nie mogę bać się pracy i porażek i odrzucać czegokolwiek, co może pomóc mi być lepszym człowiekiem.

To tak wzniosłe i moralizatorskie, że bardzo chcę coś jeszcze dodać. Może to, że zapewne zaraz zagram w Kapitana Pazura.