Są dwie opcje.

Pierwsza – człowiek poznał dogłębnie jakiś polityczny system, przemyślał go i w niego uwierzył. Może nawet bezpośrednio doświadczył skutków panowania różnych grup, różnych ludzi. Ma wiedzę i uczciwie zna się na tym, co dzieje się na świecie. Być może do tego, co ma miejsce na górze jego kraju podchodzi bardzo osobiście, może czuje się tak, jakby żył z politykami w jednym domu, poznał ich dobrze, jakby został przez nich zraniony lub jakby okazali mu troskę. Jest to opcja ludzi mądrych. Ludzi świadomych. Ludzi, którzy myślą i nieustannie weryfikują myślenie i nie uważają, że to strata czasu, przeciwnie – są pewni, że to rzecz najważniejsza. Takie osoby wybiorą mądrze mądrych kandydatów dla dobra wszystkich.

Druga – człowiek poznał różne systemy z nazwy, z twarzy. Wie, jak działają, bo posłuchał trochę na lekcji historii, WOS-u, trochę poczytał w Internecie, w gazetach. Trochę myśli, ale nie tyle, żeby cokolwiek wiedzieć na pewno. Gdy ma się do czegokolwiek odnieść, musi polegać na swojej intuicji. Czy coś jest dobre, czy niedobre – tego nie wie. Wie, że coś mu nie pasuje. A dlaczego – bo nie zgadza się z jego osobowością i podejściem do życia. Nie będzie chciał komunizmu, bo sam nie lubi, gdy ktoś nie doceni jego własnej pracy. Nie będzie pragnął solidarności, bo jakoś stroni od jedności z kimkolwiek poza grupką wybranych. Tacy ludzie wybiorą losowy system, który będzie w miarę z nimi zgodny. Nie zagłębią się w niego, bo nie chcą zajmować swoich głów polityką.

Więcej opcji chyba nie istnieje. Oczywiście mogą być rozmaite zapożyczenia między powyższą dwójką, ale to by było na tyle. Nie biorę pod uwagę tych wszystkich, których zwiodły media – tych, którzy święcie wierzą, że pani w telewizji mówi tylko prawdę, że nikt nigdzie nie kręci albo tylko troszeczkę.