Mam tragiczną sytuację związaną z w-fem na mojej uczelni. Trzeba powiedzieć, że na moim kierunku muszę wyrobić cztery semestry w-fu w ciągu trzech lat. Na pierwszym roku w ogóle nie zawracałam sobie tym głowy. Na drugim roku niestety zrobiłam tylko jeden semestr (zajęcia z pływania zostały haniebnie zaniedbane), teraz jest rok trzeci, semestr drugi, a ja ostatecznie wyrobiłam tylko dwa semestry! Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie moje słabo uzasadnione lęki o wolne dni na spotkania z Pawłem i nieskończone przeciąganie z podjęciem decyzji o zapisaniu się na zajęcia w wyznaczonym czasie. Wreszcie stało się tak, że wszystkie szanse zmarnowałam, a mogłabym spokojnie uczęszczać na w-f dwa razy w tygodniu i wszystko byłoby w porządku… teraz moją najostatniejszą szansą jest tzw. kurs przyspieszony, a na tym kursie – siłownia i JOGA.

O jodze słyszałam od dawna – że zagrożenie dla chrześcijanina, że odwołanie się do mocy obcych Jezusowi… że niektórzy podchodzą na luzie, że taka sportowa to tylko dla relaksu i dla rozciągania. Ale ja nie chciałam mieć z nią nic wspólnego. Mam jakieś doświadczenia z samouzdrawianiem i do teraz mam pewne problemy. Być może nie związane z tym, ale dużo wskazuje na to, że przeciwnie. Zapytałam o zdanie przyjaciółki, którym ufam (każda mówiła coś zupełnie innego) i wykształconego, doświadczonego spowiednika-egzorcystę (zabronił mi w tym uczestniczyć). Sama czułabym się źle w środowisku, które, być może, trochę na niby, oddaje się w ręce jakichś energii. Sama  zamykałabym się na wszelkie wpływy, starałabym się po prostu nie wczuwać w to, co robię, ale nie wiem, czy to wystarczy.

Ale pytałam w dziekanacie – niewyrobienie w-f-ów  oznacza powtarzanie roku. Wszystko to moja wina, wiem. Nieprzykładnie olałam sprawę. Tylko teraz jest czas, żeby  końcu zacząć działać. Byłam u pani z wyżyn władczych w-f-owych i poleciła mi porozumieć się bezpośrednio z prowadzącą zajęcia. Dała mi maila. Zwlekam z tym, jak tylko mogę! Co to za kobieta? Jak się odniesie do moich wątpliwości na temat tego, co ona raczej uznaje za samo dobro? Czy pozwoli mi rozciągać się na boczku, czy raczej uzna to za lekceważenie, rozwalenie zajęć i nie będzie chciała do tego dopuścić? Czy mogę się powołać na panią z wyżyn? Przecież wszyscy zainteresowani dostaną swoją kasę (za kurs przyspieszony płaci się 300 zł). Ale czy to nie będzie uznane za czystą bezczelność? Ne mogę teraz wysłać tego maila, bo jest w zeszycie, który zostawiłam w domu. Mogłabym poprosić o niego panią z wyżyn (mailem – odpisuje natychmiast!), ale się boję.

Ale trzeba mieć to za sobą. Muszę po prostu teraz wymyślić treść i zapisać ją sobie, a wysłać, gdy tylko wrócę do domku. Naprawdę – chyba wolałabym złamać nogę, ale nie wiem, czy nawet coś takiego by pomogło w mojej sytuacji.