Pierwszy raz chyba piszę tu coś wprost. Jadę na Famę, do sekcji literackiej i do gazetki festiwalowej. W zeszłym roku też byłam i nawet wygrałam nagrodę (Obok innego uczestnika, który wygrał też nagrodę razem ze swoim zespołem, KKPM z Olą.), ale miałam wyrzuty sumienia, bo w wywiadzie z Andrzejem Stasiukiem bardzo go męczyłam, próbując przeforsować swój punkt widzenia, a z drugiej strony jakby go zdradziłam (punkt widzenia), robiąc ten wywiad i chcąc go publikować dla Famowiczan. I myślałam, że to przez ten wywiad wygrałam i przez ogólną średniej jakości wysoką aktywność, bo inne teksty raczej się niczym nie wyróżniały. I nadal tak myślę. Może jeden się wyróżniał, ale w nim też jakby zdradziłam swój niewyklarowany jeszcze punkt widzenia i powiedziałam więcej niż pomyślałam, więc ogólnie kasa z nagrody mnie raczej paliła. Już jej dawno nie ma. I jeszcze wiedząc, jakie środki literackie ceni sobie prowadzący warsztaty, Darek Foks, nie żałowałam ich w swoich tekstach. Wprawdzie nie robiłam tego pod nagrodę, bo o niej w ogóle nie myślałam, zwłaszcza odkąd poznałam poziom innych uczestników, ale na pewno zależało mi na jego pochwale.

Ale nie o tym chciałam pisać. Chciałam pisać o rozmowach z nowymi ludźmi. Dotarło do mnie nagle, że poza tym, że boję się tych rozmów, to jeszcze strasznie mnie nudzą. Może to jedna z przyczyn tego dzikiego strachu. (Zaraz wracam, zrobię tylko sobie herbatę.) Zwykle jest tak, że ktoś mówi o sobie, a ja się dopytuję i dopytuję, przygotowując się na swoją wypowiedź, a kiedy do niej dochodzi, to nic nie umiem powiedzieć. I czuję, że słowa niczego nie stwarzają, bo ani nie chcę tego wszystkiego wiedzieć, ani partner nie chce wiedzieć tego, co ja powiem, bo w obu przypadkach daleko jesteśmy od sedna, od najprostszego porozumienia. Patrząc na ludzi jak na obrazy nudzę się momentalnie, choć nauczyłam się nimi trochę cieszyć, żeby nie zdechnąć z tej nudy. A rozmowy, gdybym była bez niektórych oporów, wyglądałyby do tej pory o tak:

- Co robisz?

- Studiuję polonistykę, no i się lenię, a ty?

- Ja studiuję mechanikę różnoimiennie zasadziście wstręciśliczną i pracuję jako nowosamozależny piekarniczy bob.

- O kurde, jakie to skomplikowane. Co to za kierunek, pierwszy raz o nim słyszę. Praca też wydaje się dzika. Ale opowiedz o studiach, co tam robicie?

- Ogólnie to mechanika różnoimiennie zasadziście wstręciśliczna jest w Polsce strasznie zaniedbana, byłem przez rok w Wiedniu na erasmusie i było sto razy lepiej. Tam mają sprzęty, na które Polskę po prostu nie stać: tarkuszyny wybuchowomiałkie, zębate strzałości, gruzożernowate przedoskonały, marcykopne sarnojeże… No, ale co robimy…

- Czekaj, ale co to za maszyny, ja nigdy o nich nie słyszałam. Opowiesz? A co do Polski, to i tak jest lepiej pewnie niż na wschodzie, no nie? I jak w ogóle było w Wiedniu, zwiedzałeś? Może zacznij od maszyn.

- Ale dużo by mówić. No, na przykład gruzożernowate przedoskonały zasysają przyjaznobrzydackie jeżomarne wątrobości z budynków, gdzie robi się marcykopne sarnojeże.

- Nic nie rozumiem. To opowiedz może, co robicie.

- Uczymy się robić te wszystkie sprzęty i je obsługiwać. Ale jak w Polsce się ćwiczy na jakichś badziewnych komputerowych symulatorach… jak tylko skończę studia, wyjadę na Honolulu.

- Czemu tam?

- Bo tam zębate strzałości są po prostu doskonałe, żadnych przywarowaciofiołnych uwar. No i klimat…

- No nie wiem, ja tam lubię jak jest raz zimno, raz ciepło. Ciekawiej jest. No i można pisać jesienią smutne wiersze.

- Piszesz wiersze?

- Tak, i mam bogate życie wewnętrzne. Nie to co ty. A może ty też? Chociaż podziwiam cię, że umiesz pracować.

- Skąd wiesz, że jestem ubogi wewnętrznie?

- Zanudzasz o tych wszystkich maszynach. Nie da się z tobą porozumieć. Nic o mnie nie wiesz, a ja o tobie też nie i nie chcę wiedzieć. To znaczy może chcę, ale już tyle czasu próbuję i dowiaduję się tylko nowych trudnych szczegółów twoich nudnych studiów, gdzie nie ma filozofii. Zresztą filozofia też by mnie znudziła. Chcę, żebyś słuchał o mnie, jestem taka ciekawa! I chcę, żebyś mnie podziwiał. I żebyśmy razem czytali wiersze i się nimi zachwycali, a żebyś ty się zachwycał moim zachwytem. Nie obchodzą mnie twoje problemy, bo znów spiętrzą się szczegóły, a droga do prostej empatii z jakiegoś powodu jest dla mnie zamknięta. Idę na spacer, pij sobie sam.

 

(Oczywiście czasami lubię słuchać, co u kogoś w szkole i pracy, ale to wtedy jak wiem, że mi na nim zależy i chcę wiedzieć, co u niego.)