perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2013

Coraz bliżej sesji. Zaraz będę niedosypiać, przeklinać i dziwić, że wcześniej tak mało robiłam. A myślałam, że będę inną studentką, że to nieprawda, co piszą na kwejku… A dobrych przykładów mam sporo. Jest chłopiec, który robi wszystko dokładnie i sumiennie, jest dziewczyna, która czyta dniami i nocami. Jest pani profesor, która opowiada, jak to kiedyś czytała wszystko, co trzeba. Poza przykładami mam swoje pragnienie, żeby poznać dogłębnie to wszystko, co mi każą. Bo to mało i tak, bo mogłabym więcej, ale, ludzie, inspiruje WSZYSTKO. Coś więcej, coś mniej, ale poznając dobrze Kochanowskiego, wiemy, czy ciągnie nas do jego filozofii, czy chcemy szukać czegoś innego.

Nie będę tu robić żadnych postanowień, chociaż może wystarczyłoby w przyszłym roku założyć dziesięć grubych wielkich zeszytów i systematycznie je uzupełniać. Teraz mam jeden zeszyt i piszę w nim wszystko. Może wystarczyłoby się przełamać DLA. Dla literatury. Boże, dla czegoś lepiej żyć niż dla siebie. Literatura to więcej niż Agnieszka. Tak samo przełamuję się w relacjach, choć niektóre zakładają przełamywanie tak mocno, że trudno robić coś innego. Może dlatego to nie jest tylko trudne. No i jeszcze jedno – co by mi dało napisanie, co uważam za ważne w życiu? Kilka pustych haseł: pamięć, pokora, otwartość, wysiłek… Lepiej pisać o konkretnych sytuacjach. Może hasła to nie moralizatorstwo, ale wydaje mi się, że moralizatorstwo ZAWSZE zakłada przekonanie do swojego punktu widzenia.

Ach – i jeszcze. Korzenie. Wczoraj jeszcze byłam niedospana, więc myślałam, zasypiając: „********* korzenie! ********* tradycja! Co mi po korzeniach? Wolność jest najważniejsza! Wolność, przy jednoczesnej pamięci o korzeniach! Czy nie można tego połączyć?”

Nie można właśnie. Jak można lecieć, to tu, to tam, gdy jest się korzeniami przytwierdzonym do ziemi?

korzenie

Tata to trochę moje korzenie. Po rozmowie z nim mam taką myśl – walka o ideę wolności nie uprawnia do walki…

A pewnie jeszcze bardziej niż myślę. Skąd? Stąd. Sted:

„Niemen wyjechał do Łodzi, więc się z nim spotkałem” – napisał w liście do Danuty Pawłowskiej z 1976 roku. A ja byłam na kameralnym koncercie córki Niemena, Natalii. Więc obserwowałam i słuchałam prawie z bliska kogoś, kim opiekował się ktoś, z kim spotkał się Stachura. Ale radość. E tam. On sobie tyle natworzył, ale co to za świat? Nie no, nic nie mówię. Pewnie tak też trzeba. Jednak ten świat fascynuje, więc spotkanie z samym Stachurą byłoby… zwyczajne i szare? E tam, mam innych ludzi do podziwiania. Tylko że ten podziw jest tak skierowany na mnie, że to groźne dla tej osoby. Tej pani profesor. A może dla mnie.

Bo chyba każdy podziw, który nie zakłada wysiłku w kierunku tej osoby, a w kierunku samego podziwu, jest tak samo głupi i błędny jak każde zachłyśnięcie się sobą i niewidzenie właściwych proporcji świat-ja. Może to to, a może coś innego. Nie wiem. Miałam dużo rzeczy do napisania, ale muszę wreszcie zacząć czytać Reja. A tak mi się nie chce i wcale nie muszę, ale czuję, że powinnam, może dlatego, że ten tekst… no, tak czuję, ale się plączę. To chyba ważny tekst. I Krzyżanowski twierdzi chyba (nie chce mi się sprawdzać. Albo chce, przynajmniej otworzę książkę. „Dialog Reja, jak się rzekło poprzednio, należy do najtrudniejszych utworów staropolskich, co pół wieku temu sygnalizował już Brückner, gdy mówił, że najtrudniejszy do zrozumienia to okaz muzy Rejowej„), że najtrudniejszy ze wszystkich staropolskich! A sam tytuł pokazuje, jak ciekawy: „Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem, którzy i swe i innych ludzi przygody wyczytają, a takież i zbytki i pożytki dzisiejszego świata„. Tylko ta polityka ówczesna, te interpretacje… to słownictwo… no ale jak przeczytam i rozumiem to, to przeczytam i zrozumiem wszystko! O tak. A poza tym… naprawdę tak czuję. No i poza tym pewnie będzie na egzaminie.

W tym roku tak mało czytałam! Tak mało! Jej! Naprawdę! Tak się da. Może i nie zdam, ale tak się da! Jak coś czytam, słucham czegoś, to jestem w trudnym raju, szczęśliwa, ale samozaparcia tak mało! I nie wiem, nie wiem. Tak. Wiem. To lenistwo. Ale czy tylko? Bo też piszę. Ale pewnie pisałabym lepiej (patrz wyżej), gdybym czytała więcej. A ta wiedza jest mi potrzebna, bo będę ją wykorzystywać w swoich pracach i w swojej pracy (oby!) i bo inspiruje niesłychanie, i bo pokazuje, jak ludzie myśleli i jak myślą. Co.

Kończę ten skłębiony wywód. Zrobię jakiś plan i wrócę do Reja. Ale jak trudno podjąć jakikolwiek wysiłek! Wiem, że ludzie tak mają, ale czy aż tak?

Jestem pełna niesłychaności po wczorajszym niesłychanym wieczorze. Już go opisałam w innym miejscu, tu nie chcę, bo to proste zdanie sprawy z wydarzeń i refleksji, które mogły się znaleźć tylko na papierze. W każdym razie niesłychaność zamknęłabym w trzech słowach: wspaniała pani profesor.

Kiedy skończyłam pisać, wymazałam numer do owego chłopaka, o którym pisałam w poprzedniej notce, bo w tym zeszycie go zapisałam. Wcześniej usunęłam numer z telefonu, nie zapamiętując go. Minęły prawie cztery dni od mojego telefonu. A przed chwilą zadzwonił, ale przez pomyłkę, bo słyszałam tylko hałas kroków. Numer poznałam po pierwszych sześciu cyfrach, których nie umiałam nie zapamiętać.


  • RSS