Piszę na blogu to, co mogłabym napisać w papierowym pamiętniku, ale czuję potrzebę, żeby wypowiedzieć się publicznie. Może to też trochę mnie zobowiąże do spełnienia obietnic, które pewnie sobie złożę w trakcie pisania.

Chłopcy nie są dziwni. Tytuł to wyraz (zdanie) mojej własnej frustracji. A jeśli są, to nie wszyscy, a część pozytywnie.

Byłam w kawiarni, żeby zrobić wywiady na warsztaty fundacji Schumana. Byłam w parze z miłą panią. Podeszłyśmy do chłopaka, który wcześniej – takie miałam wrażenie – patrzył na mnie z zainteresowaniem. Chciałam zrobić wywiad z kim innym, ale pani z pary wolała właśnie z nim.

Rozmowa była ciekawa, a ja podczas niej dowiedziałam się o chłopaku rzeczy, które bardzo mnie zaintrygowały. Pani z pary poprosiła o numer dla siebie i dla mnie i mówiła, że on i ja powinniśmy się poznać.

Miałam ten numer przez tydzień i nic z nim nie robiłam. Pomyślałam, że skoro chłopak ma wizytówkę pani z pary, to jak naprawdę będzie chciał, to znajdzie do mnie drogę.

Ale dziś jednak zadzwoniłam. Pomyślałam, że chętnie go poznam. Że zapytam, czy chciałby się spotkać i pogadać. Nie chciałam pisać smsa, bo uznałam to za półśrodek zwiększający dystans. A koleżanka doradziła mi, ze w tej sytuacji właśnie tak powinnam zrobić. Napisać mu po prostu, że to mój numer, że to naturalne w tej sytuacji.

Chyba miała rację. Chłopak powiedział, że oddzwoni w ciągu godziny, bo nie może rozmawiać i nie zadzwonił.

Na razie minęły prawie trzy godziny, ale dla mnie to już jest jasne. Przez pierwsze pół godziny czekałam w napięciu, jedząc późne śniadanie. Potem już mi przeszło, zrobiłam obiad.

Wniosek? Nie można wywierać presji na chłopców, bo albo oni coś zrobią, albo nikt. Nie znam żadnych innych sposobów, żeby z kimś z tamtej planety zawiązać znajomość, więc pozostaje mi chyba bierność i rozmowy tylko z tymi, którzy sami chcą. Zresztą każdy jest inny, więc sytuacja nie jest taka prosta.

I jeszcze nie mogę się oprzeć, żeby czegoś nie wyjaśnić – nawet jeśli myślałam o chłopaku z kawiarni w kategoriach chłopak-dziewczyna, to przeczuwałam, że krok z mojej strony ukaże prawdę – czy to w ogóle ma sens – czy on mi się w ogóle podoba. Że to będzie wyjście z jaskini wyobrażeń. Na razie wiedziałam, że mnie zaintrygował i że miło byłoby porozmawiać.

Myślę, że chłopak wie, że zrozumiem milczenie. Że to nie tak, że nie może albo się boi, ale to jego świadoma i przykra dla mnie decyzja, powodowana albo najprostszym brakiem zainteresowania, albo, np. posiadaniem dziewczyny. Ale i tak cieszę się, że właśnie to zrobiłam. Skoro mnie nie szukał, to mu nie zależało, a ja przynajmniej się przełamałam. Czy powinnam mieć do niego pretensję, że tak to załatwił? Myślę, że teraz przynajmniej nie ma wątpliwości, nie ma otwartego nowego rozdziału o przykrym zakończeniu. Gdyby oddzwonił, nie chcąc tego, musiałby, chcąc być szczerym, powiedzieć coś, co by mnie zraniło – że nie ma ochoty się ze mną widzieć. Może lepiej, ze tego nie powiedział.

Edit: A jednak mam. I mimo wszystko myślę „ale jestem głupia”.