Krzysztof Łakomik – starzec stojący nad grobem, dla którego kopią grób. Książę, który odkrywa, że jest synem jednego z grabarzy. Drugi jest poetą (pierwszy chamem). Nadchodzi nowy ustrój, który pragnie, żeby wszyscy byli jednakowi. Prezydentem jest ostry nieprzyjemny rozkosznie typ, zbyt normalny i ziemski przy pułkowniku stojącym nad grobem. Jego wspólniczka to muzyczka i czuje coś do niego lub nie, ale do niej na pewno wiele czuje (bo trwa w męczarniach) malarz (Piotr Łakomik), który umiera. Jest i królowa, i jej dziwaczna dama. Wiją się, krzyczą, uderzają ciężko w podłogę, palą i

sprawiają, że wszystko inne przestaje smakować. Liczą się tylko oni i chwila oczekiwania na kolejne słowo lub gest. Czeka się w drażniącym napięciu na rozładowanie napięcia między bohaterami albo między ich zmorami i nie chce się rozładowania. Niech napięcie trwa zawsze, o ile lepsze jest od życia!

I wciąż powraca wyciośpiew, i dźwięki, które pozwalają oswoić się  przez czas spektaklu, i wciąż ktoś wbiega na ciemną scenę, a komiczne i tragiczne epizody łączą ciała bohaterów w jednym, dzikim spazmie agonii.