perypetie-maturzystki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2012

Od pierwszych klas podstawówki zarzucano mi wypowiadanie się nie na temat. Kiedyś mama przyszła do domu po rozmowie z wychowawczynią i powiedziała, że pani pyta, powiedzmy, ile jest pięć dodać trzy, a ja się zgłaszam i opowiadam o królewnie Śnieżce. Wtedy to mnie śmieszyło. Teraz zaczęło martwić. Dlatego ten wpis będzie od góry do dołu na temat. Ach, inna sprawa, że zupełnie go nie przemyślałam, tylko pojawiła mi się w głowie myśl przewodnia. Może stąd chaotyczne wypowiedzi? Okej, więc najpierw pomyślę, co chcę przekazać.

Pomyślałam i uznałam, że to niewarte zapisywania jako zbyt amerykańskie. Miłego dnia!

Jedno jest pewne – człowiek jest w stanie zarówno wierzyć gorąco w „sens dziejów” – swoich i świata, jak i zupełnie odrzucać wszelki sens; zarówno zdawać się na niepoznaną „Siłę Wyższą”, głębszą, niebędącą tylko cieniem, a prawdziwą, pełną, doskonałą, bez niedomówień, niekoniecznie cielesną (stąd nasze pragnienie szczerości, autentyczności u innych) ISTOTĘ, z drugiej żywić przekonanie, że wszystko zależy tylko od niego – od człowieka – i od innych takich jak on ludzi, także od natury, którą coraz lepiej rozumie – bez głębszych ukrytych sensów – wszystko jest na tacy – wady i zalety, nieszczęścia i wspaniałe momenty.
Skoro w „obu obozach” są tak silne jednostki, jak… no kurczę, jak zwykle brak wiedzy na zawołanie… jak… no nie, porażka. (Autorka wpisu, spalona ze wstydu, postanawia uważniej i częściej studiować literaturę i filozofię, i zostawić na razie czcze refleksje. Tylko poda wnioski, zastrzegając brak właściwych perspektyw…)
Skoro siły wierzące i niewierzące się równoważą, musi to oznaczać prawdę pośrodku, choćby dlatego, że obie skrajności istnieją. Czyli że zarówno rola człowieka, jak i rola „Niewidzialnego” jest ważna. Obie skrajności są sobie potrzebne i sobie pomocne, żeby nie wpaść w żadną z nich… bo człowiek nie jest „Niewidzialnym” – bo musi działać w tym, w czym jest – w świecie, w ciele, z rozumem… Musi działać… (Inna sprawa to – jak, bo są osobowości, które mają bardzo wyraźnie zaznaczone w sobie lenistwo i birerność, marzycielskość, wycofywanie się… dla nich sam fakt działania jest chyba rozwojem. Dobrze byłoby przekuć to niepomagające w coś pomagającego – połączyć skłonność do refleksji i bierności z czymś, co je zaprząże do pracy! Dziś na Nauce o literaturze, na ostatnich zajęciach, pani profesor błagała – nie spędzajcie młodości w bibliotece! Bo potem wyrastają tacy badacze, którzy nie wiedzą, o czym piszą. Ale dla tych biernych leniwych osobowości, które lubią się „uwalić” i czytać, praca w bliotece, chociaż w PEWNYM sensie bierna, byłaby przynajmniej PRACĄ.)
Tak czy inaczej, ja wierzę w coś konkretnego. I zauważyłam, że na tę wiarę można patrzeć bardzo skrajnie, ale tylko pozornie – czyli wybierać sobie fragmencik, który pozwala na „uwalenie się” na łóżku (póki powódź nie wygoni) – i czekanie… nie o taką wiarę walczyli nasi przodkowie…!

Jedno jest pewne – człowiek jest w stanie zarówno wierzyć gorąco w „sens dziejów” – swoich i świata, jak i zupełnie odrzucać wszelki sens; zarówno zdawać się na niepoznaną „Siłę Wyższą”, głębszą, niebędącą tylko cieniem, a prawdziwą, pełną, doskonałą, bez niedomówień, niekoniecznie cielesną (stąd nasze pragnienie szczerości, autentyczności u innych) ISTOTĘ, z drugiej żywić przekonanie, że wszystko zależy tylko od niego – od człowieka – i od innych takich jak on ludzi, także od natury, którą coraz lepiej rozumie – bez głębszych ukrytych sensów – wszystko jest na tacy – wady i zalety, nieszczęścia i wspaniałe momenty.

Skoro w „obu obozach” są tak silne jednostki, jak… no kurczę, jak zwykle brak wiedzy na zawołanie… jak… no nie, porażka. (Autorka wpisu, spalona ze wstydu, postanawia uważniej i częściej studiować literaturę i filozofię, i zostawić na razie czcze refleksje. Tylko poda wnioski, zastrzegając brak właściwych perspektyw…) Skoro siły wierzące i niewierzące się równoważą, musi to oznaczać prawdę pośrodku, choćby dlatego, że obie skrajności istnieją.

Czyli że zarówno rola człowieka, jak i rola „Niewidzialnego” jest ważna. Obie skrajności są sobie potrzebne i sobie pomocne, żeby nie wpaść w żadną z nich… bo człowiek nie jest „Niewidzialnym” – bo musi działać w tym, w czym jest – w świecie, w ciele, z rozumem… Musi działać… (Inna sprawa to – jak, bo są osobowości, które mają bardzo wyraźnie zaznaczone w sobie lenistwo i bierność, marzycielskość, wycofywanie się… dla nich sam fakt działania jest chyba rozwojem. Dobrze byłoby przekuć to niepomagające w coś pomagającego – połączyć skłonność do refleksji i bierności z czymś, co je zaprzęże do pracy! Dziś na Nauce o literaturze, na ostatnich zajęciach, pani profesor błagała – nie spędzajcie młodości w bibliotece! Bo potem wyrastają tacy badacze, którzy nie wiedzą, o czym piszą! Ale dla tych biernych leniwych osobowości, które lubią się „uwalić” i czytać, praca w bibliotece, chociaż w PEWNYM sensie bierna, byłaby przynajmniej PRACĄ.)

Tak czy inaczej, ja wierzę w coś konkretnego. I zauważyłam, że na tę wiarę można patrzeć bardzo skrajnie, ale tylko pozornie – czyli wybierać sobie fragmencik, który pozwala na „uwalenie się” na łóżku (póki powódź nie wygoni) – i czekanie… nie o taką wiarę walczyli nasi przodkowie…!

…włączamy Facebooka.

 


  • RSS