Kasi ;)

Leżałam sobie, było już ciemno. Nie mogłam zasnąć. Ostatnio wciąż nie mogę zasnąć. Muzyka nie pomaga, bo od razu robi się jakoś smutno i jest jeszcze gorzej.
Więc wyobraziłam sobie smoka.
To chyba było jakieś opuszczone miasto. Był ogromny i czerwony, większy od zamku w tym mieście. Podeszłam do niego i zapytałam:
- Jak leci?
Na początku dziwił się i pytał, kim jestem, ale w końcu odpowiedział, że niedobrze, bo mu się nudzi. Zaproponowałam, żebyśmy jakoś mądrze pogadali, tak z dowcipem. To wtedy mu się przestanie nudzić.
- Więc jak leci?
- Eee… nisko.
I tak, od słowa do zdania, robiło się coraz ciekawiej. Niestety, umysł nie był w stanie zawsze na czas (bez dłuższej chwili ciszy) podsunąć dobrej odpowiedzi, ale było znośnie. Bardzo znośnie.
W toku rozmowy zaproponowałam, że coś mu opowiem. Miałam w głowie dwa zabawne koncepty, które oprawiłyby krótkie opowiadanie w ładną ramkę.
Zaczęłam. Ale przecież trzeba zacząć wcześniej. Nie, najlepiej jeszcze wcześniej. I mówię. Mówię. I mówię.
I zasnęłam.