Właśnie! Co, jeśli ucieknie?
Ale co ucieknie?
Myśl!
Nie ucieknie, już ją zapisałam na kartce, tylko nie rozwinęłam.
Rozwinę teraz.
Jest pewna osoba, z którą łączy mnie znajomość. Czemu o niej piszę? Bo to jest jej myśl, ale też moja, i też ogólna ogólna, tylko z inną preinterpretacją, pointerpretacją – z inną otoczką.
A myśl to taka, że jestem człowiekiem, jest Bóg. Mam „serce” (choć pewna inna osoba może w to wątpić). I w nim się gromadzą różne pragnienia. No, różne, różne. Od wygodnego leżakowania, po wieczną sławę, poprzez pragnienie bycia z kimś – z facetem. Różne lęki, o siebie, o innych się tam gromadzą. Potem – różne zachwyty i zniechęcenia, ale to mniej istotne (tak mi się wydaje). I właśnie to pragnienie związane z innymi jest szczególne – bo oni też takie mogą mieć, bo oni są „oni”, osobni, „historyczni” ludzie. Albo i koty. Bo kota bym chciała, a przecież i kot może mieć czasami chęć na głaskanie, czasem nie. O kota trzeba dbać. Nie można umrzeć i go zostawić.
Właśnie! Więc niezależnie od religii, którą można widzieć prosto lub krzywo, zależnie od Boga, który pewne pragnienie w nas włożył, stwarzając nas – oczywistym jest, że nie powinno się kogoś pragnąć dla siebie, swoich celów. Można razem z kimś coś tworzyć, do tego mamy prawo i zdolności. I ta abstrakcja wcale nie jest taka abstrakcyjna. W „Tajemniczym ogrodzie” chyba nawet jest o tym. Jak ta niemiła dziewczyna zaczęła uprawiać ogródek i się zmieniła.
Ludzie to nie bombonierki. Ludzie to więcej niż studia, które się wykorzystuje dla jakiegoś dobra (na przykład dla szpanu). Ludziom trzeba pozwolić odejść kiedy chcą.
Przecież można ich zatrzymać! Nawet, jeśli jest poczucie, że to korzyść dla obu stron (w co wątpię), nie można.