Zacznę od przedstawienia się. Jestem Edyta Kwas i nie wstydzę się swojego nazwiska. Studiuję romanistykę. Mam starszego brata, którego obecność z wiekiem zaczynam doceniać. Nie zgadzam się na jakiekolwiek oszustwa, jednak uwielbiam aktorstwo i nabieranie ludzi. Fascynuje mnie także możliwość sterowania własnym życiem, zachowaniem i wyglądem. Czerpię wielką satysfakcję z obserwowania bliźnich. Uwielbiam wsłuchiwać się w słowa rozmawiających przez telefony komórkowe – na moment zanurzać się w cudzych sprawach i więziach.
Do tej pory najbardziej spełniona czułam się w autobusach – przebywa się tam na tyle krótko, że nie ma żadnych zobowiązań, ale tak długo, by uczestniczyć w pełnej historii, krótkim opowiadaniu tworzonym na żywo przez osoby z konieczności przebywające razem na małej przestrzeni.
Pamiętam jak kiedyś byłam świadkiem rozmowy telefonicznej przeprowadzonej przez kobietę, którą określiłabym jednym słowem „mroczna”. Raczej niska, ale widocznie ciężka, jakby wtłoczona na siłę w worek skóry. Ciemne włosy i złowieszczy uśmiech, czarny płaszczyk. Wyciągnęła telefon, odblokowała i błyskawicznie dwa razy nacisnęła lewą słuchawkę. Dwie sekundy później, głośnym szeptem, bez najmniejszej przerwy pytała: „Gdzie jesteś? co robisz? kto jest jeszcze? ja zaraz będę chcesz coś ze sklepu? nie jesteś głodny?” Zaczerpnęła krótko powietrze, po czym trochę wolniej: „o, to mi możesz zrobić. Pa.” Jeszcze parę minut trwałam w śmiesznym osłupieniu. Wyrwało mnie z niego dopiero pełne werwy wymaszerowanie kobiety z autobusu.
Innym razem podsłuchałam, gdy dziewczyna, którą w gruncie rzeczy mogłabym pomylić z Mroczną, rozmawiała kolejno z dwoma osobami. Pierwszą musiała być jej sympatia, mimo że telefon nie był w najmniejszym stopniu sympatyczny. Chłód był tak przejmujący i skierowany dokładnie na trzymany telefon, że dziwiłam się, że nie wypada jej z ręki. Może przymarzł. Miała pretensję, że chłopak o czymś zapomniał. Gnębiła go nieustannym, niskim sykiem. Gdy po tamtej stronie padło jakieś pytanie, otrzymał odpowiedź „Chyba żartujesz. Nie będę nigdzie z tobą wychodzić.” Syk po pewnym czasie zaczął cichnąć, aż wreszcie rozłączyła się. Nie dając sobie przerwy, od razu wybrała inny numer. Okoliczne osoby, wśród których stałam i ja, zostały zaskoczone najmilszym powitaniem, ciepłym i radosnym. Kolejne kilka minut słuchałam pełnych entuzjazmu zwierzeń na temat pracy, a potem musiałam wysiadać.
Te dwa telefony skłoniły mnie, bym wreszcie sama zaczęła działać.