Jan Parandowski to jednak stanowczo mistrz. No, zobaczcie sami:
„Od półtora wieku tytoń stał się nieodstępnym towarzyszem pracy pisarskiej, co
w pewnym purytańskim krytyku angielskim wzbudziło podejrzenie, że może to być
przyczyną stopniowego zanikania geniuszów. W jego oskarżeniu odezwały się po raz ostatni
klątwy, jakimi ścigano tytoń przez dwa stulecia, od końca wieku XVI, kiedy zaczął się
rozpowszechniać w Europie. Papieże go potępiali, kaznodzieje grozili tym, co „piją
smrodliwe ziele diabelskie”, że tak samo w piekle wędzić się będą w jego dymie, dekretami
królów i parlamentów wydawano srogie zakazy, ustanawiano kary: łyk fajki lub niuch
tabaki mógł wiele człowieka kosztować” – Alchemia słowa
Prawda, że prosto? Bez zbędnych komplikacji? Że dobitnie? Że z humorem? A gdy czytam inne rzeczy, jakieś opracowania, to od początku do końca jednego zdania, zdążę pięć razy zgubić sens. To samo jest w moich wypracowaniach. Prostoto, siostro prawdy, przybywaj!