Zachciało mi się zdawać na Akademię Teatralną – bo to humanistyczne, bo to takie sztuka i w ogóle. Bo lubię grać, bo… lubię teatr. Ostatnie dwanaście dni wyglądało mniej więcej tak:

I – biegam ze łzami szczęścia w oczach po mieście, załatwiając wszystko – aż do składania „papierów” w dziekanacie (tuż po terminie.)
II – spotykam się ze znajomą nauczycielką teatralną, aby spytać o rady. Spotykam się też z koleżanką, dzięki której to wszystko się zaczęło. Dość chaotycznie szukamy utworów i krzyczymy „kocham moją mamę” na moście. Poważnie zastanawiam się, czy nie mówić „Idzie Grześ przez wieś”.
III – znajduję wreszcie dobry kawałek poematu – początek szóstej pieśni „Boskiej komedii” Dantego. Uczę się go na pamięć. Idę do biblioteki po książki. Szukam ich w biblioteczce domowej. Wszystko znoszę do pokoju.
IV – cały mój pokój jest zasypany książkami. Leżą pootwierane, na stosach, na kupkach… szukam. Jadę do czytelni publicznej i tam znajduję prozę, którą od paru lat mam w sercu – fragment „Dziwnych losów Jane Eyre”. Istotka uczy mnie śpiewać piosenkę.
V - Uczę się „Jane” na pamięć – jak dla mnie długa… ale udaje się, ostatecznie wkuwam to po czuwaniu w kościele u Dominikanów.
VI – znowu spotkanie z nauczycielką teatru, tym razem efektywniejsze, bo mam „Boską komedię” i „Jane”. Pokój wciąż zasypany książkami. Czytam je na głos.
VII – znajduję w bibliotece brakujące prozę, wiersz i monolog. Jak ich się nauczyć przez kilka dni? Istotka znowu uczy mnie śpiewać.
VIII – no jak? I jeszcze nie mogę wybrać fragmentu prozy z „Nie ponaglaj rzeki” Martina. Waham się prawie do końca.
IX – uczę sie tego wszystkiego, zwłaszcza monologu Anusi ze „Szkoły żon” Moliera. Znajduję wreszcie fragment prozy z „Nie ponaglaj rzeki”
X – spotykam się znowu z panią od teatru. Tym razem pracujemy głównie nad Anusią. Pani Ela pokazuje mi średniówkę.
XI – douczam się, chodzę po parku z Istotką, ostatni raz występuję przed mamą.
XII – dzień egzaminu. Dzisiaj. Mama i Istotka są przy mnie. Wchodzę przed komisję, ale nie widzę ich dobrze, bo oślepiają mnie światła. Mówię, że nie mogłam się zdecydować na pierwszy fragment. Proszą o monolog ze „Szkoły żon”. Potem proszą o podejście bliżej (na podłodze miejsce zaznaczone białym krzyżykiem) i wybierają „Nie ponaglaj rzeki”. Później wiersz współczewsny – „Dziewczynka z zapałkami” (większość przerywają w trakcie i to w złych momentach!) i wreszcie „Boska komedia”. Zignorowali „Jane”. Czekamy na wyniki w szkole muzycznej – królestwie Istotki. Idziemy je sprawdzić, tam spotykamy koleżankę z koleżanką, która studiuje na Akademii Policyjnej. Dostajemy z powrtoem teczki, nie przyjęli nas.
Z jednej strony spada ciężar kolejnych etapów, z drugiej…
no właśnie.